2005: 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2006: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2007: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2008: 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10

wróć
rupieciarnia
xięga


inspiracja i szczególna pomoc: Neurazy. :*



Pękłam. Rozsypałam się jak zerwany sznur korali
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
...... .... .... ....... ...... .. . .

Czas się pozbierać i stanąć pewniej na chybotliwych obcasach. (A najpierw: spać, spać, spać.)

[15. listopada, 01:28 ] [1]


♠ ♣ ♥ ♦





(((Straszniecichoniesamowicieduszno)))

[1. listopada, 01:08 ] [1]


♠ ♣ ♥ ♦





Październik dał mi w kość, odłożył się w cieniach pod oczami i w smsach, na które nie miałam czasu odpisać.

Ale udało mi się! Dokonałam rzeczy nie-mo-żli-wych. I chociaż te cienie i to zmęczenie, i milczenie trzeba wyleczyć, to jestem z siebie cholernie dumna! I Aparat wrócił z serwisu, i wszystko wraca do normy.

A dziś Dom i szarlotka, i dużo herbaty zamiast słów /obok słów/ , i błoga otulina, której nie ruszy żaden deszcz zawzięcie dudniący w parapety i szyby przez cały dzień. Wieczorem domowa pościel i poduszki w poszewkach suszonych na wietrze... i wytchnienie mimo spraw... i motyle w brzuchu, bo jeszcze łaskoczące oczekiwanie na paczkę z W. /czekanie wzmaga apatyt/

I jak tu spać, kiedy ta szarlotka, i książki, gazety pachnące drukarnią /kocham ten zapach!/ , i w końcu można odpocząć, ale jak tu odpocząć, kiedy tyle się chce, tyle jest zdjęć do obejrzenia, i ten listonosz jutro, i.........., i................................ ......... ... .


[30. października, 23:59 ] [0]


♠ ♣ ♥ ♦




[ Extreme Ways ]


a na TAKIE sny,
to tylko przemycie twarzy bardzo zimną wodą

i dużo ABSORBUJĄCEGO zajęcia, mało czasu na głupoty.


i MOBY , na drogę. Na moje drogi.


[28. października, 10:44 ] [3]


♠ ♣ ♥ ♦




"Zawsze, kiedy o mnie śnisz...

jeśli w ogóle coś się śni..."


[ Notka pisana szeptem.

Piszę to, siedząc w pościeli, w dużych słuchawkach, ze skrzyżowanymi nogami, cicho dotykając klawiszy laptopa; obok notesy, notatki, obiektyw, coca-cola /której zwykle nie piję/ i legitymacja prasowa /która nadaje sens temu nocnemu siedzeniu/.

Tak nagle cichnę i zwalniam, słysząc ten utwór. Wylatuję mi z głowy nazwiska, które miałam jeszcze wziąć pod uwagę i... pojawia się film. Film jest amatorski, stary, niewyraźny... Zatarty, jak wspomnienia zatarte od zapomnienia, albo od zbyt częstego oglądania, przewijania, replay, repeat...

Wszystko ma swoją wytrzymałość, swoją wartość graniczną; w matrycy cyfrowej jest to około 150 000 klatek - a jaka jest moja granica wytrzymałości? Kiedy ta cyniczna, wątpiąca postawa i odkładanie rzeczy na później zleje się ze mną w jedno? Kiedy ktoś zdemaskuje odruchowe tak, tak, przecież wszystko jest w najlepszym porządku...? Może...

Może to głównie ta pora, niewyspanie i dużo obowiązków, które na siebie wzięłam. Jutro praca, uczelnia, spotkanie, odbiór aparatu z serwisu, pisanie oficjalne, kupno obiektywu, pisanie mniej oficjalne, jakaś kawa w biegu...

...i chcę, chcę to robić; tylko nagle wylewa rzeka, i ja i ty... jednym tchem niesieni... i wdziera się ten niewielki skrawek ziemi, patrzę w okno i zastanawiam się, czy coś ważnego przypadkiem nie umyka mi z terminarza. ]


[28. października, 02:01 ] [0]


♠ ♣ ♥ ♦